Na antenie

RADIORANEK WT. ŚR.

Zgadywanki muzyczne na dobry początek dnia. Zaprasza Ewa Pasternak.
zobacz wszystkie

ECHO-lokacja

Zniewoleni przez sekty

2011-07-25 17:28:08
W każdym z nas tkwi potrzeba ciepła, miłości i akceptacji, a często także pragnienie przynależności do grupy. Dlatego prawie każdy może paść ofiarą sekty i psychomanipulacji.

Uwodzą, stosują „miłoterapię”, dzięki której wmawiają, że ich świat jest wyspą wiecznej szczęśliwości. Tymczasem zwykle okazuje się namiastką piekła na ziemi, z którego trudno się wydostać. Szacuje się, że w Polsce działa około 300 sekt religijnych. Według obliczeń policji, pod wpływem sekt może znajdować się kilkanaście tysięcy osób bezgranicznie oddanych swym prorokom i gotowych spełnić każde ich życzenie. To przerażające.

Synu, gdzie jesteś?
Z sektą można zetknąć się wszędzie. Jednak szczególne znaki ostrzegawcze powinny znaleźć się na wakacyjnym szlaku.
- Każdego roku całą rodziną wyjeżdżaliśmy w Sudety. To właśnie tam zetknęliśmy się z ruchem, który zabrał nam jedyne dziecko - opowiadają Maria i Lech, rodzice Piotra. - Podczas jednej z wypraw postanowiliśmy obejrzeć znajdującą się w sąsiedztwie schroniska farmę ekologiczną, reklamowaną w turystycznym folderze. Pisano, że jej właściciele produkują opartą na indyjskich recepturach zdrową żywność, propagują wegetarianizm i życie w zgodzie z naturą. Gospodarze, młodzi ludzie, oprowadzili nas po posiadłości, poczęstowali wegetariańskim posiłkiem. Byliśmy wtedy przekonani, że to świecki ruch społeczny o orientacji proekologicznej. Naszych podejrzeń nie wzbudziła książka, którą syn dostał od nich w prezencie ani rozmowa na osobności. A od tego zaczął się nasz dramat - dodaje kobieta.
Piotr zaczął przynosić do domu opasłe tomy o - jak twierdził - religioznawstwie, przyrządzać jedzenie we własnych naczyniach, bo te, których używał do tej pory, stały się „duchowo nieczyste”. - Nie widzieliśmy w tym nic złego, traktowaliśmy jako chwilową fascynację wegetarianizmem. Zaniepokoiliśmy się dopiero, kiedy odkryliśmy, że syn wstaje codziennie rano, by medytować. Zaczął też notorycznie kłamać i wyciągać od nas pieniądze, mówiąc, że potrzebuje na szkołę, a tak naprawdę wspierał finansowo sektę - mówi ojciec Piotra. - Zerwał znajomości, przyjaźnie, zaniedbał naukę, znikał na całe weekendy. W końcu rzucił studia i wyprowadził się z domu. Po trzech miesiącach dostaliśmy telefon, że syn jest w szpitalu. Okazało się, że zasłabł na ulicy z wycieńczenia. Lekarze w szpitalu pytali nas: „Jak rodzice mogli do tego dopuścić?”. Nie chwaliliśmy się, że nasze dziecko jest w sekcie, ma wyprany mózg i stale powtarza: „ja nie jestem tym ciałem”. Myśleliśmy, że nareszcie zrozumie, wróci do domu. Tymczasem prosto ze szpitala wyjechał w Sudety. Próbowaliśmy go z tego wydostać. Byliśmy jednak coraz bardziej zrozpaczeni, kiedy zdaliśmy sobie sprawę, że jesteśmy już bezradni wobec oszustw i manipulacji, jakimi posługiwała się sekta - mówi pan Lech.
Minęły trzy lata. Rodzice nie wiedzą, czy syn żyje, jest zdrowy. Rok temu na domowy adres przyszło wezwanie do sądu. Piotr wszedł w konflikt z prawem. - Wolałabym, żeby trafił do więzienia niż do sekty... Ktoś, kto nie doświadczył tego, co my, nie zdaje sobie sprawy, jaki dramat przeżywają rodzice, którzy nie wiedzą, gdzie jest ich dziecko - pani Marii łamie się głos. Napisała do syna list. Miała wysłać go pocztą. Odradzono jej, bo, jak twierdzą psycholog i znajomy ksiądz, przesyłka z pewnością nie dotrze do adresata. List więc leży od miesięcy na biurku, w pokoju Piotra.
- Cały czas wierzymy, że wróci. Chociaż, jak mówią specjaliści, mało kto wie, że co roku sekty werbują tysiące osób. Niestety, część z nich nie wraca - Do tej pory nie potrafię uwierzyć, że to wszystko spotkało moją rodzinę - dodaje matka.

Kamuflaż do perfekcji
Sekty mają do perfekcji opanowane metody kamuflowania swojej właściwej nazwy. Skompromitowana, jest natychmiast zmieniana. Niebezpieczne ruchy przetwarzają się nieustannie w przeróżne organizacje, często z założenia niemające nic wspólnego z religią. Zmieniają także mechanizmy pozyskiwania nowych członków. Doskonałym sposobem na przyciągnięcie młodzieży okazują się kursy języków obcych, a także bezpłatne wykłady psychologów i „specjalistów od medytacji”, treningi osobowości czy nawet zajęcia gimnastyczne. Z zapełnionej ludźmi sali werbownicy wybierają najbardziej zainteresowanych, proponują kolejne spotkanie na wyższym poziomie „kształcenia”, przekonują o ich osobistej wyjątkowości. Ofiara poddaje się sama, nie zdając sobie z tego sprawy. „Naukowa” nazwa grupy nie nasuwa nawet cienia podejrzeń co do jej właściwej działalności.
Edyta, studentka prawa, w czasie wakacji wybrała się z koleżanką na warsztaty rozwoju osobowości. Wróciła kompletnie zmieniona. - Jadała tylko przez siebie przygotowane posiłki, przestała się malować, dbać o swój wygląd. Stała się nerwowa i kłótliwa - mówi siostra dziewczyny. - Wspominała o ludziach ze zgromadzenia, którzy jej otworzyli oczy na świat. Mówiła, że przyszłość nie istnieje, a my jesteśmy jedynie podróżnikami w czasie. Każdego dnia umieramy, by znowu żyć. „Poznać swój umysł, to zbawić świat!”, przekonywała i namawiała mnie, abym wraz z nią wyjechała na warsztaty, bo wtedy narodzę się na nowo - tłumaczy Dorota.
Rodzina myślała, że Edycie przejdzie, że wszystko się ułoży, kiedy rozpocznie się rok akademicki i dziewczyna wróci na studia. Niestety, po kilku miesiącach rodzice zostali zaalarmowani, że dziewczyna jest w szpitalu, bo miała nieudaną próbę samobójczą. Zabrali ją do domu. Już nie wróciła na studia, a kontakt z nią stał się ograniczony. - Zachowuje się jak autystyczne dziecko. Jest pod opieką psychiatry. Ma napady paniki, boi się wychodzić z domu. Wydaje mi się, że siostra była w jakiejś sekcie, ale ona zaprzecza. Boimy się, aby znowu nie targnęła się na życie - dodaje Dorota.

Córeczko, wróć!
Jak można uwierzyć, że trwa międzyplanetarna walka o to, kto zdobędzie władzę nad mieszkańcami Ziemi? Że rodzina i bliscy są niepotrzebni, a świat materialny jest iluzją? Można. 25-letnia Dominika, absolwentka prestiżowej uczelni, przed którą świat stał otworem, zostawiła rodzinę, chłopaka i wyjechała do Ameryki Południowej. Miała wrócić w kwietniu. Kiedy jej samolot lądował na warszawskim Okęciu, rodzice, przerażeni, czytali maila od córki. W liście, który otrzymali także jej znajomi, Dominika napisała: „Z lekkim sercem zostawiam moich rodziców i pozwalam im na podążanie ich własną ścieżką, bez oceniania, bo ta ścieżka w ostateczności doprowadzi ich do źródła, czyli do boga, czyli do siebie samego doświadczonego w pełni. Cel życia każdego z nas polega na pełnym zrozumieniu i poznaniu siebie jako wszystkiego, co istnieje, nieograniczonego potencjału, bez względu na to, jakie doświadczenia wybraliśmy dla siebie po drodze. Napisałam „z lekkim sercem¨, bo serce zna prawdę i wie, że moi rodzice nie istnieją naprawdę, że to indywidualne części świadomości, które, tak jak ja, doświadczają siebie, że matka, ojciec, przyjaciel czy siostra, to tylko nazwy, które niosą za sobą ładunek emocjonalny, który trzyma nas w klatce (…)”. „… osobiście myślę, że część z nas inkarnowała tutaj, na tę planetę, w tym szczególnym czasie, aby wreszcie, po wielu wcieleniach, zakończyć poziom I gry zwanej życiem, gdzie wyzwanie polega na uświadomieniu sobie, że każdy z nas jest świadomością, która w ciągu każdego wcielenia próbuje poznać siebie, używając m.in. ciała ludzkiego, któremu nadane jest imię. Ci, którzy kontrolują tę planetę, próbują ograniczyć naszą zdolność do poznania siebie: programują nas, byśmy myśleli, że to, kim jesteśmy, to Dominika…, byśmy identyfikowali się z tym ciałem, imieniem i myśleli, że to jestem właśnie JA (ego )”.
- Wszystko zaczęło się cztery lata temu, kiedy córka przeszła na wegetarianizm. Myliśmy, że to kaprys, który przejdzie - opowiada matka Dominiki. - Zaniepokoiło nas, kiedy zaczęła medytować, uczęszczać na warsztaty psychologiczne, zainteresowała się medycyną niekonwencjonalną, ezoteryką, jogą. Wcześniej była wierząca i praktykująca, chodziła na pielgrzymki. Zdolna, ambitna, świetnie się uczyła, nie sprawiała żadnych kłopotów, otwarta na innych i bardzo ufna - mówi o córce pani Barbara.
Dominika zna języki obce, była wolontariuszką w hospicjum, wyjeżdżała na stypendia i zagraniczne staże. Po studiach dostała pracę, o której inni młodzi ludzie mogą pomarzyć. Tymczasem ona stwierdziła, że się nie rozwija i złożyła wymówienie. Potem poinformowała rodziców, że w styczniu wyjeżdża na zagraniczną wycieczkę do Ameryki Południowej. Miała wrócić na Wielkanoc. W marcu zdecydowała, że zostaje, bo tam jest jej miejsce.
W mailu do siostry napisała, że uwierzyła w proroka Davida Icke, który w wywiadzie dla telewizji BBC ogłosił się Synem Boga - współczesnym Mesjaszem. To sprawiło, że jedni uznali go za szaleńca, inni za najśmielszego wizjonera nowego czasu.
- Przerażają nas maile od Dominiki. Skontaktowałam się z misjonarzem, który jest w tym samym kraju, co córka. Odnalazł ją, rozmawiali, ale ona jest zafascynowana nowym życiem, nie chce wracać. Rzadko odpisuje na maile i nie chce rozmawiać o swojej nowej wierze i ideologii - płacze pani Barbara. - Kontaktowaliśmy się również z panem Andrzejem Wronką ze Stowarzyszenia Effatha, które zajmuje się sektami, a także z Dominikańskim Ośrodkiem Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach. Wierzymy, że nasze dziecko wróci - mówi przez łzy.

JOLANTA KRASNOWSKA-DYŃKA
Echo Katolickie 29/2011



RAMKA
Gdzie szukać pomocy?

Paradoksalnie, jedynymi ekspertami od sekt są organizacje je zwalczające. Prawie wszystkie działają w ramach struktur Kościoła katolickiego. Państwo natomiast nie udziela żadnych informacji o działalności nowych kościołów i ruchów religijnych, choć prowadzi ich rejestr i - w myśl znowelizowanej ustawy o gwarancjach wolności sumienia i wyznania - może sprawdzać, czy ich działalność jest zgodna z prawem oraz zgłoszonym statutem.
Pomocy i informacji na temat sekt na pewno udzielą:
- Stowarzyszenie Effatha, effatha.org.pl
- Dominikańskie Ośrodki Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach, badzwolny.eu



BOK
ROZMOWA

Musimy być czujni

FOT:
franc_raport

o. Tomasz Franc
koordynator Dominikańskich Ośrodków Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach


Czy w Polsce problem sekt istnieje rzeczywiście, czy jest on sztucznie nagłaśniany przez media?

Gdyby uznać to za sztuczny problem, to już dawno wyczerpałyby się fabuła, scenariusze i dramaty ludzi. W naszych ośrodkach ciągle mamy do czynienia nie tylko ze zgłoszeniami dotyczącymi sekt z pierwszych stron gazet. Często chodzi o manipulację w różnych grupach, w relacjach międzyosobowych. Oczywiście tematyka sekt jest dla dziennikarzy atrakcyjna, bo stanowi sensację. Jednak, dzięki mediom, coraz więcej osób diagnozuje problem samodzielnie i zgłasza się do ośrodków pomocy.

Większości z nas sekta kojarzy się z grupą o charakterze religijnym. Czy takie spojrzenie jest wystarczające?
W działalności naszych ośrodków dominikańskich podkreślamy dwie ważne rzeczy. Pierwsza, że nie należy identyfikować grupy o charakterze sekty tylko i wyłącznie z doktryną religijną. Sektą może być każda grupa, która posługuje się psychomanipulacją. Cechuje ją: posiadanie ukrytych celów realizowanych i deklarowanych, wewnętrzny, utajony regulamin grupy, wewnętrzny podział grupy na elitę i pozostałych członków, postać lidera czy też guru, który rości sobie prawo do posiadania władzy absolutnej w grupie, nie tylko w wymiarze zewnętrznym, ale i wewnętrznym, dotykającym sfery psychicznej, emocjonalnej czy duchowej. Grupa o charakterze sekty bardzo często posiada też jasno sprecyzowane założenia, co jest dobre dla jej własnej korzyści, a co złe; jakie zachowania, postawy, wartości są przez grupę wyznawane, a jakie należy odrzucić. Najczęstszymi przestrzeniami, w których odnajdują się sekty, oczywiście oprócz tych o charakterze religijnym, to przestrzeń paraedukacyjna, terapeutyczna, bardzo często wykorzystywana, a związana z takimi prądami, jak New Age. W naszej pracy staramy się unikać etykietowania. Nie mówimy, że to właśnie ta grupa jest sektą, a druga nie. Skupiamy się raczej na uczeniu ludzi krytycyzmu oraz pokazywaniu mechanizmu działania sekt, aby sami mogli skutecznie się przed nią bronić.
Czy istnieje profil osoby szczególnie podatnej na wpływy sekt?
Trzeba uwzględnić kontekst sytuacyjny, czyli to, w jaki sposób dana osoba postrzega świat, społeczeństwo, swoją lękowość, jakie ma relacje z rodziną, bliskimi. To wszystko wzięte pod uwagę może mówić o jakimś profilu osoby podatnej, ale szufladkowanie, niestety, usypia czujność. Grupy pschomanipulacyjne mają swoją ofertę dla osób w każdym wieku. I tak pobudzony ciekawością do życia i chęcią otrzymywania wsparcia emocjonalnego nastolatek może znaleźć grupę religijną, która pozwoli mu realizować swoje marzenia i zamiary duchowe, wykorzystując jego idealizm. Równie dobrze mający wyrobioną pozycję społeczną 30-latek, który zaniedbał kontekst religijny, duchowy, może trafić na ludzi, którzy w sposób łatwy, szybki, ale niekoniecznie zdrowy, zaspokoją jego duchowe aspiracje. Mieliśmy też przypadki, kiedy z prośbą o pomoc zgłaszali się do nas młodzi ludzie w imieniu swoich rodziców.
Co jest takiego pociągającego w sektach, że osoby wykształcone, inteligentne, zdające sobie sprawę z umiejętności manipulacyjnych sekt, i tak im ulegają?
Nie łudźmy się, że wykształcenie czy inteligencja wystarczą, aby obronić się przed manipulacją ze strony sekty. Przekonanie, że trafiają do niej osoby o niskim IQ to stereotyp. Wykształceni, ambitni ludzie są łakomym kąskiem. Ułożeni, mają wpojony wzorzec solidności i posłuszeństwo wobec pewnych zasad. Mogą odraczać nagrody, czyli są wytrwali, i manipulator może im zaszczepić pewną ideę misyjności, wybrania, powiedzieć, że „to kiedyś będzie nagrodzone, trzeba tylko bardzo się starać i pracować”.
Jakie grupy, mające charakter sekt, są szczególnie aktywne w Polsce?
To trudne pytanie, bo nie ma żadnych tego rodzaju badań. Z doświadczenia naszych ośrodków wynika, że mamy coraz więcej grup wykorzystujących postchrześcijaństwo. Grupy wykorzystują socjotechnikę, czyli środki manipulacji w przekazie Ewangelii. I chyba z tej domeny chrześcijańskiej mamy teraz najwięcej zgłoszeń.

Większość z nas nie zdaje sobie sprawy, że problem sekt może dotyczyć każdego. Czy przekonanie, iż „na pewno nie ulegnę wpływowi sekty”, nie usypia przypadkiem czujności?
To prawda. Człowiek zbyt pewny emocjonalnie czy intelektualnie może uśpić w sobie krytycyzm, zdolność zadawania pytań, bo wydaje mu się, że zna wszystkie odpowiedzi. To pierwszy czytelny syndrom podatności. Jesteśmy wychowywani w świecie tolerancji, który mówi, że ze wszystkimi wszystko można. To błąd. Nie jesteśmy ludźmi, którzy mają ze swojej duchowości stworzyć supermarket, z którego będziemy mogli wybierać różne rzeczy. Musimy być świadomi tego, kim jesteśmy, dokąd zdążamy. Wówczas świadomość i krytycyzm pozwolą odrzucić nam to, co jest zagrożeniem, a przyjąć to, co satysfakcjonujące dla życia duchowego i spójne z korzeniami naszej tradycji.

Dziękuję za rozmowę.
NOT. MD


SONDA
Sekty w Polsce: realne zagrożenie czy medialny temat?

dr Aldona Piwko, religioznawca, teolog, Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego

Sekty w Polsce przeżywały swój „najlepszy” czas w latach 90 XX w. Był to ogromny problem społeczny i wychowawczy. Nie oznacza to jednak, że obecnie nie istnieje. Być może nie jest już tak eksponowany, jak kiedyś, ponieważ media zajmują się innymi, „ważniejszymi” tematami.
Dzisiaj sekty, aby pozyskać nowych członków, często wykorzystują internet. Zjawisko werbowania nasila się szczególnie w wakacje. Wysłannicy różnych niby-religijnych grup doskonale umieją wyczuć potrzeby zagubionego duchowo człowieka. Zagrożeniu zwerbowania do sekty ulegają nie tylko młodzi ludzi, ale też i dojrzali, na co dzień zajmujący odpowiedzialne stanowiska. W przypadku młodych przyczyną wstępowania do sekty staje się brak zrozumienia we własnym środowisku oraz rodzinie, a także kryzys relacji z Bogiem. Natomiast w przypadku ludzi dojrzałych - wynik kryzysu osobowościowego, poczucia alienacji, nieumiejętności zbudowania relacji z drugim człowiekiem. Sprzyjają temu również warunki pracy. W wielu korporacjach panują zwyczaje z pogranicza sekty, jak chociażby różnego rodzaju spotkania integracyjne w kręgu pracowników, bez udziału współmałżonków bądź partnerów i dzieci.
Podsumowując, problem sekt w Polsce jest obecny i nadal aktualny. Wciąż pozostaje wyzwaniem dla duszpasterstwa oraz rodziców i nauczycieli.


dr Agnieszka Lisiecka, Dominikański Ośrodek Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach

Problem psychomanipulacji i stosujących ją grup jest realnym współczesnym zagrożeniem. Wydaje mi się jednak, że medialne informacje o sektach pozostały na poziomie wyobrażeń i wiadomości z lat 90. Dziennikarze wciąż zadają pytania o nieistniejące grupy, takie jak Niebo czy Antrovis. Sekty wciąż są kojarzone z grupami religijnymi, a wśród reporterów krąży mit, że ofiarami ich jest przede wszystkim młodzież. Tymczasem rozpoznajemy grupy stosujące manipulację, uzależniające i totalnie działające także wśród ludzi nastawionych nie tylko na rozwój duchowy, np. wśród biznesmenów. Doświadczenie Dominikańskiego Ośrodka Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach we Wrocławiu wskazują, że problem sekt tak naprawdę nie dotyczy dzieci i młodzieży. Osoby zmanipulowane, w których sprawach zgłaszano się do naszej placówki, to najczęściej dorośli, w przedziale wiekowym 25-35 lat. Zdecydowana większość zgłoszeń dotyczy grupy między 20 a 40 rokiem życia. Dominikańskie Ośrodki Informacji o Sektach i Nowych Ruchach Religijnych pomagają rodzinom i bliskim osób pozostających pod destrukcyjnym wpływem. Z pomocy terapeutycznej mogą skorzystać również ci, którzy padli ofiarami psychomanipulacji.

Andrzej Wronka, prezes Stowarzyszenia Effatha

Problem postrzegam na kilku płaszczyznach. Pierwsza to teologiczna. Zaangażowanie się w sektę jest igraniem z własnym zbawieniem albo potępieniem. Odejście od Kościoła to najcięższy grzech. Sekty oznaczają również rozbite rodziny. Dostaję wiele telefonów, w których ktoś prosi o interwencję, bo mąż, syn czy córka znika z domu, głosi dziwne hasła, zaczynają się kłótnie, tragedie. Kolejną płaszczyzną jest sfera ekonomiczna. Ludzie owładnięci ideologią bardzo mocno się w nią angażują również finansowo. W latach 70 tym, którzy wstępowali do świadków Jehowy, sugerowano, że w 1975 r. będzie koniec świata. Rezygnowali z pracy, rodzin. Najważniejsze było głoszenie ich prawdy.
Wylęgarnią wielu sekt były Stany Zjednoczone. Niebezpieczne są grupy, które mówią o celach religijnych (nazywają się kościołami), a realizują polityczne. Uderzenie w Kościół jest również uderzeniem w dobro Polski. W Niemczech, Czechach służby specjalne przyglądają się działalności różnych grup, sprawdzają, czy nie ma różnicy między celami deklarowanymi a realizowanymi. W Polsce nie robi się nic. Jeśli bliski trafi do sekty, jego rodzina jest bezradna.



[jk]

Konferencje Kół Naukowych UPH

17 maja i 20 maja Koła Naukowe na Wydziale Nauk Ścisłych UPH organizują dwie interesujące konferencje więcej

V ogólnopolska Konferencja interdyscyplinarna WZI

20 maja Koło Naukowe Programistów GEEK wraz z Kołem Naukowym Studentów Matematyki GRAF przy UPH w Siedlcach organizują konferencję
zobacz wszystkie