Na antenie

DZIEŃ DOBRY PODLASIE

Najszybsze informacje, relacje, komentarze. Mówimy o sprawach, którymi żyje region, o ludziach którzy są nam bliscy o miejscach, które znamy, o wydarzeniach, którymi żyjemy - zaprasza Marcin Jabłkowski.
zobacz wszystkie

ECHO-lokacja

Zawinił nieudolny system

2012-07-10 14:30:53
Z nadkomisarzem Dariuszem Lorantym, negocjatorem policyjnym i biegłym sądowym, rozmawia Jolanta Krasnowska-Dyńka.

W ciągu niespełna pół roku Polska żyje kolejną tragedią, której ofiarą jest dziecko. Po sześciomiesięcznej Madzi z Sosnowca dowiedzieliśmy się, kim był chłopczyk znaleziony dwa lata temu w stawie w Cieszynie. W obu przypadkach rodzice zamiast ratować swoje dzieci skazali je na pewną śmierć. Kiedyś o takich sprawach się nie słyszało.

Takie przypadki się zdarzały, ale nie były one tak perfidne, jak dzisiaj. Bywały śmiertelne wypadki dzieci, zdarzały się dzieciobójstwa, prowadzone były sprawy karne. Jednak w swojej policyjnej karierze nie spotkałem się w ciągu roku z dwiema tak okrutnymi sprawami. To, co zrobiły matka Madzi i matka Szymona jest premedytacją, czyli zaplanowanym, świadomym działaniem, mającym m.in. na celu wprowadzenie innych w błąd.
W obu przypadkach trzeba podkreślić słabość wymiaru sprawiedliwości. Zarówno jedna matka, jak i druga nie poniesie poważnych konsekwencji, czyli wysokiej kary. Proszę pamiętać, że jedną z funkcji kary jest odstraszanie, oddziaływanie na innych potencjalnych sprawców, by nie robili zła, czynów społecznie szkodliwych.

Przecież matce Szymona postawiono zarzut zabójstwa.

W Polsce, nawet jeśli popełnia się poważne przestępstwo po raz drugi czy trzeci, i tak dostaje się dwie trzecie maksymalnej kary. W dodatku trzeba naprawdę mocno się natrudzić, by odsiedzieć cały zasądzony wyrok. Dlatego jestem przekonany, że zarzut, który obecnie ma matka Szymona z Będzina, zostanie zmieniony w ciągu najbliższych miesięcy. Jeśli ktoś jest oskarżony o zabójstwo, trzeba udowodnić mu, iż spowodowanie śmierci było działaniem z premedytacją. W tym przypadku jest ona pewna tylko na etapie chowania zwłok oraz wprowadzania w błąd, że dziecko żyje.

Podobno siostra skoczyła Szymonowi na brzuch.

Na podstawie doniesień medialnych, bo tylko taką wiedzą dysponuję, wnioskuję, że doszło do wypadku komunikacyjnego. Charakteryzuje się on w przypadku dziecka rozległymi, płaskimi obrażeniami. Mogą się one pojawić, kiedy nieprzypięte w aucie pasami dziecko uderzy brzuszkiem w przednie siedzenie, deskę rozdzielczą. Gdyby ktoś skoczył na dziecko, odniosłoby ono zupełnie inne obrażenia. Jedna część brzucha byłaby bardziej wgnieciona. Mogłoby dojść do zmiażdżenia śledziony, włamania żeber do wewnątrz.

Wracając do kwestii zarzutu, za co ostatecznie odpowiedzą rodzice Szymona?

Matka za nieumyślne spowodowanie śmierci. Ojciec za znieważenie zwłok i zacieranie śladów. Zmiana zarzutu, do której dojdzie, to w Polsce powszechne zjawisko. W przeciwieństwie do systemu anglosaskiego, zgodnie z którym tam, gdzie mamy ewidentne dokonanie przestępstwa, niebudzące wątpliwości na etapie dowodowym, oskarżony w tej sprawie zostaje aresztowany automatycznie i zaczyna odbywanie kary. Polskie prawo nie daje takiej możliwości. Często mylą się pojęcia zatrzymania, aresztu czy odbywania kary. Wystąpienie prokuratury o areszt to nieco pijarowska zagrywka, ale również sposób zwiększenia siły rażenia organów ścigania.

Dwa lata zajęło policji ustalenie tożsamości odnalezionego w Cieszynie dwuletniego chłopca. Dlaczego trwało to tak długo?

Według mnie najbardziej zawiodły systemy pozapolicyjne.

A konkretnie? Jak to możliwe, że przez dwa lata nikt z dalszej rodziny, sąsiadów nie zorientował się, że brakuje jednego dziecka? Jak to możliwe, że nikt wcześniej nie zauważył tego, że Szymona nie ma, i to w sytuacji, kiedy zdjęcie chłopca widziała cała Polska?

Cóż, ta rodzina musi mieszkać w środowisku, w którym zaginięcie dziecka nie jest czymś szczególnym, nie budzi zainteresowania. W dodatku dochodzi kwestia gotowości do współpracy z policją. W Polsce kształtuje się ona na minimalnym poziomie. Najbardziej informacyjni w Europie są Holendrzy, potem Niemcy. Polacy plasują się na poziomie 5%, jeśli chodzi o współpracę z policją. Nie ma donosu, nie ma informacji. Z pewnością swoich obowiązków nie dopełnił dzielnicowy, którego zadaniem jest nic innego, jak inwigilowanie społeczeństwa. Policja ma kontrolować, ale tylko grupę stanowiącą zagrożenie kryminalne. W krajach zachodnich funkcję kontroli społecznej pełnią trzy systemy. Pierwszy to powszechna opieka medyczna, która - w przeciwieństwie do Polski - rzeczywiście tam działa. Drugi to system szkolnictwa. Jego zadaniem jest m.in. monitorowanie losów dziecka od chwili narodzin. Trzecia jest pomoc społeczna. To trzy podstawowe elementy kontroli społecznej, dzięki którym zaginięcie dziecka w tamtych krajach jest bardzo trudne. U nas te systemy po prostu nie działają.
Rodzina Szymona bez wątpienia jest patologiczna. W krajach anglosaskich tacy ludzie są otoczenie szczególną opieką. Urzędy wymieniają się informacjami, współdziałają ze sobą. W Niemczech, Anglii, kiedy ginie dziecko, zwołuje się coś w rodzaju konsylium z udziałem policji i przedstawicieli trzech powyższych systemów.

Kto, według Pana, wykazał się wyjątkową nieudolnością?

Pomoc społeczna, która - przepraszam za określenie - jest zaledwie kikutem instytucji. Nie wykorzystuje bowiem ogromnych możliwości, narzędzi, jakimi dysponuje. Uprawnienia polskiej pomocy społecznej są zbliżone do angielskiej. Zatem, jeśli komuś dajemy jakieś prawa, to wymagajmy od niego realizacji swoich obowiązków.

Czy, Pana zdaniem, gdyby nie odnaleziono ciała Szymona z Będzina, ktoś w ogóle zorientowałby się, że zaginęło dziecko?

Nie ma szans. Jestem o tym święcie przekonany - nie tylko na podstawie tych dwóch zdarzeń, ale wypadków z ostatnich pięciu lat. Podobnych spraw jest w Polsce sporo. Każdego roku znajduje się ciało dziecka, ale jest szara liczba takich zdarzeń, które nigdy nie wyjdą na jaw. Proszę pamiętać, że w wypadku Szymona mieliśmy ogromną akcję społeczną. Nie wszystkie sprawy zyskują taki rozgłos. Nawet jeśli w przypadku Magdy z Sosnowca i małego Szymona doszło do nieszczęśliwego wypadku, to dlaczego rodzice, zamiast ratować dziecko, wrzucają je do stawu czy zostawiają przykryte kamieniami na obrzeżu miasta, skazując na pewną śmierć?
Kilka lat temu pracowałem przy pewnej sprawie - kobieta niechcący zabiła swoje dziewięciomiesięczne dziecko. Matkę trudno było uspokoić, krzyczała, aby wezwać pomoc, jęczała, sąsiedzi mówili, że wręcz wyła. Bo normalną reakcją matki, nawet tej najbardziej wyrodnej i niemającej silniej emocjonalnie więzi z dzieckiem, jest jednak ratowanie, udzielenie mu pomocy. W przypadku rodziców Magdy i Szymona mamy do czynienia z jakimś otępieniem, patologią po prostu, kryzysem wiary, wiary w wartości ogólnoludzkie. Po obu tych tragediach media i ludzie zadawali pytanie: jak to możliwe, że do tak strasznych rzeczy doszło w katolickim kraju? Czasami mam wątpliwości, czy Polska jest jeszcze takim krajem. Przecież żadna religia, katolicka czy nie, nie pozwala na pozostawienie człowieka potrzebującego bez pomocy. Kiedyś, na wizji, pewien człowiek żalił mi się, że jego letniskowy dom jest okradany przez katolickich sąsiadów, bo ludzie w tej miejscowości chodzą do kościoła. To straszne uogólnienie, wynikające z narracji mediów. Moje tłumaczenie, że katolika, którego obowiązuje Dziesięć Przykazań, dokonanie przestępstwa wyłącza ze wspólnoty, nie zrobiło na rozmówcy żadnego wrażenia. Był zdziwiony, gdy tłumaczyłem mu, iż przykazania - będące podstawą moralną prawa dla całej naszej cywilizacji - obowiązują również inne wspólnoty religijne. Tam, gdzie nie dotarł krzyż, dotarły takie wartości jak tolerancja.

Dziękuję za rozmowę.


RAMKA
O ROZMÓWCY
Dariusz Loranty - oficer policji w stanie spoczynku, nadkomisarz; pierwszy w historii stołecznej policji koordynator negocjacji i dowódca zespołu negocjatorów, twórca nowatorskiej koncepcji negocjacji policyjnych jako elementu taktyki zwalczania przestępstw z zakresu terroru kryminalnego, wymuszeń rozbójniczych i uprowadzeń osób. Ma duże doświadczenie w pracy operacyjnej policji, m.in. przy przestępstwach kwalifikowanych jako akty terrorystyczne oraz w negocjacjach z samobójcami w miejscach publicznych. Kierownik Podyplomowych Studiów Negocjacji Kryzysowych i Policyjnych w Wyższej Szkole Zarządzania Personelem w Warszawie. Prowadzi zajęcia z zakresu bezpieczeństwa na wyższych uczelniach.
Autor licznych publikacji, m.in. współautor „Słownika wiedzy o policji” pod redakcją prof. dr. hab. Konstantego Wojtaszczyka. Publikował artykuły popularnonaukowe, obecnie jest felietonistą w „Focusie Śledczym” oraz branżowym piśmie dla prawników „MIDA”.
Odbył wiele specjalistycznych szkoleń policyjnych i międzynarodowych z zakresu terroryzmu, negocjacji i wiktymologii. Należy do: Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego, Polskiego Towarzystwa Kryminalistycznego, Krajowego Stowarzyszenia Negocjatorów i Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Zawodowych Mediatorów.


Echo Katolickie 27/2012

OHP CAMP - Wojewódzki Turniej Piłki Nożnej

22 maja na stadionie miejskim w Siedlcach zostanie rozegrany turniej drużyn OHP w piłce nożnej więcej

Konferencje Kół Naukowych UPH

17 maja i 20 maja Koła Naukowe na Wydziale Nauk Ścisłych UPH organizują dwie interesujące konferencje więcej
zobacz wszystkie