zobacz wszystkie

ECHO-lokacja

Legendarny duszpasterz Radzynia

2010-07-08 09:58:32
W Roku Kapłańskim ks. prałat Witold Kobyliński dziękował na Jasnej Górze za 58 lat służby w Kościele. Wpisuje się w nie m.in. współpraca z bp. Ignacym Świrskim oraz posługa w parafii Trójcy Św. w Radzyniu Podl., w trakcie której jako proboszcz zainicjował budowę kościoła pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy.

Ks. Witold Kobyliński urodził się 4 grudnia 1925 r. w Kudelczynie (parafia Rozbity Kamień, obecnie diecezja drohiczyńska) w rodzinie rolniczej o szlacheckich korzeniach. W 1938 r. rozpoczął naukę w prywatnym gimnazjum księży salezjanów w Sokołowie Podlaskim, którą po rocznej przerwie, spowodowanej wybuchem wojny, kontynuował przez trzy kolejne lata na tajnych kompletach. W reaktywowanym po wyzwoleniu salezjańskim liceum ogólnokształcącym zdał maturę, a bezpośrednio po otrzymaniu świadectwa dojrzałości w 1946 r. wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Siedlcach. Rozpoczął studia i formację w zaledwie 27-osobowej grupie kleryków, którzy odczytali swoje powołanie tuż po wojnie.
12 kwietnia 1952 r. Witold Kobyliński otrzymuje święcenia kapłańskie w katedrze siedleckiej z rąk bp. Ignacego Świrskiego. W początkach kapłaństwa pracuje najpierw jako wikariusz w kolegiacie w Janowie Podlaskim (1952-53), a następnie, w latach 1953-1955, jest wikariuszem w parafii pw. Przemienia Pańskiego w Garwolinie. Kolejny etap to parafia Gocław, której był proboszczem w latach 1955-1959. Wezwany przez bp I. Świrskiego do Siedlec, rozpoczyna pracę w kurii biskupiej, gdzie przez dziesięć lat powierzane są mu liczne obowiązki i zadania duszpasterskie. Przez rok pełni obowiązki prefekta w WSD; w kurii jest najpierw referentem ds. zakonnych, zaś w latach 1961-1970 pracuje jako referent ds. duszpasterskich. W 1960 r. rozpoczyna studia na kierunku prawo kanoniczne w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, niestety z powodu złego stanu zdrowia zmuszony jest je przerwać. Wraca do Siedlec, a w jego posługę wpisują się także sprawy trafiające do Sądu Biskupiego, przez wiele lat pracuje również w Radzie Kapłańskiej. Słynie z bezkompromisowości, ciętego języka i skuteczności w działaniach; potrafi rozwiązywać trudne sprawy kapłanów.
- Wielokrotnie odczuwałem, że bp Świrski darzy mnie dużym zaufaniem, co znacznie ułatwiało współpracę. Dla nas - kapłanów - był on jak ojciec. Kiedy któryś z księży miał problem, wiedział, że może przyjść do swego biskupa o każdej porze dnia i nocy. Zawsze został przyjęty i wysłuchany - podkreśla z zadumą.
W 1970 r. ks. Kobyliński zostaje skierowany do pracy duszpasterskiej w parafii św. Ludwika we Włodawie; obejmuje funkcję proboszcza, jest też dziekanem dekanatu włodawskiego. Od 1972 r., przez 17 lat prowadzi parafię Trójcy Św. w Radzyniu Podl.; stoi też na czele dekanatu radzyńskiego. Z nominacji bp. J. Mazura pracuje w tym czasie w trzyosobowym zespole księży nadzorujących budowę nowego gmachu WSD w Opolu Nowym. W styczniu 1989 r. składa rezygnację z probostwa w Radzyniu, przechodzi na emeryturę i zostaje rezydentem w Legionowie. Przez 20 lat, przezwyciężając kolejne etapy choroby, sprawuje w tamtejszych kościołach wielogodzinną posługę w konfesjonale, zaś w diecezji warszawsko-praskiej staje się znanym i cenionym kaznodzieją.

Najważniejsze - wybudować kościół
W trakcie 17-letniej posługi ks. prałata Kobylińskiego w parafii Trójcy Św. w Radzyniu Podl. do najważniejszych zadań należy okres przygotowań do budowy nowego kościoła oraz pierwsze lata powstawania świątyni. W intencji jej pomyślnego wzniesienia w 1978 r. rozpoczyna on wraz z wiernymi nowennę do Matki Bożej Nieustającej Pomocy, bowiem starania o pozwolenie na budowę napotykają na ogromne trudności ze strony ówczesnych władz komunistycznych. Ostatecznie w 1983 r. udaje się zgodę uzyskać. W latach 1985-1988 pod kierunkiem ks. Kobylińskiego i wspierających go księży wikariuszy, przy budowie nowej świątyni trwa wytężona praca całej wspólnoty parafialnej. Od 1989 r. kościół budują już wierni nowo powstałej parafii MBNP z proboszczem ks. Henrykiem Hołoweńką. Dziś jest to Sanktuarium MBNP.

Kapłan w oczach świeckich
Emerytowany nauczyciel LO w Radzyniu Podlaskim Tadeusz Semeniuk, w „Kalendarium z dziejów parafii Św. Trójcy w Radzyniu Podlaskim oraz dekanatu radzyńskiego” utrwalił wiele wydarzeń związanych z dynamiczną i owocną posługą ks. W. Kobylińskiego w tejże parafii. Dziś podkreśla: - W mojej pamięci szczególnie zapisały się dwa spośród przymiotów kapłaństwa ks. prałata Kobylińskiego. Pierwszy- to pełna zaangażowania i modlitewnego skupienia celebracja Eucharystii. Drugim jest sposób głoszenia kazań; dzięki dużemu ładunkowi emocjonalnemu, obrazowości, pięknej polszczyźnie, wspanialej dykcji potrafił docierać do serc i umysłów słuchaczy o różnym poziomie intelektualnym. Zapamiętałem go także z ciętego języka i poczucia humoru - podkreśla T. Semeniuk.

Duszpaterz na kartach historii
Lata duszpasterskiej posługi ks. prałata w Radzyniu podsumowuje też znany historyk dr Stanisław Jarmuł. W „Szkicach z dziejów radzyńskiej parafii” cz. 9 z 2001 r. pisze m.in.: „Ksiądz Witold Kobyliński, energiczny, pełen zapału, świetnie posługujący się językiem polskim, interesujący się historią naszego kraju i umiejący ją wykorzystywać w homiliach, szybko zjednał sobie sympatię radzyńskich parafian i zwiększył przez to wpływ na nich. Pierwszym jego zadaniem była popularyzacja treści soborowych dokumentów i ich realizacja. (....) Kolejnym problemem, którym musiał się zająć nowy proboszcz była postępująca, co prawda z oporami i żółwim krokiem, ateizacja miejscowego społeczeństwa. Trzeba bowiem pamiętać, że w samym Radzyniu do PZPR należało w latach 70-tych około 3 tys. osób. (....) Bardzo wiele uwagi poświęcił ks. prałat Kobyliński pracy wśród inteligencji radzyńskiej. Radzyń Podlaski był bowiem dużym ośrodkiem szkolnym (dwie bardzo duże szkoły podstawowe, liceum ogólnokształcące, zespół szkół zawodowych, ośrodek kształcenia średniego personelu medycznego). W dużym szpitalu i przychodni pracowała liczna grupa lekarzy i średniego personelu medycznego. Zwiększyła się też liczba inżynierów i pracowników technicznych w radzyńskich zakładach pracy. Organizowane były w parafialnej świetlicy spotkania z naukowcami, na których obok problematyki związanej z Soborem Watykańskim II omawiane były aktualne sprawy z życia naszego kraju, kwestie godności człowieka, pracy ludzkiej, praw człowieka. (....) Mimo trudności czynionych przez „czynniki oficjalne”, pomyślnie rozwijała się katechizacja dzieci i młodzieży. Radzyński proboszcz umiał się porozumiewać z dyrektorami i nauczycielami radzyńskich placówek szkolnych. (.....) Radzyńska parafia przeżywała wielkie uroczystości religijne organizowane w związku z peregrynacją kopii obrazu Matki Bożej Częstochowskiej i Matki Bożej Kodeńskiej. Uroczystości poprzedzone były rekolekcjami prowadzonymi przez wybitnych rekolekcjonistów i misjonarzy. Rozrastał się parafialny i diecezjalny ruch pielgrzymkowy, który obejmował w każdym kolejnym roku stale zwiększające się liczby pielgrzymów.”

„Ziemski” wzór dla kapłanów
Ks. Zdzisław Domański, proboszcz parafii Suchożebry, w latach 1972-1980 wikariusz w parafii Trójcy Św. w Radzyniu Podlaskim, podkreśla: - Dużo się od niego nauczyłem, a tę wiedzę wykorzystuję w swojej pracy duszpasterskiej do dziś. Uczył nas wzorowego duszpasterstwa. Dawał młodym księżom duży kredyt zaufania, nie ograniczał w działaniach, co prowadziło do naszego rozwoju. Dzięki temu księża wikariusze podejmowali w parafii wiele inicjatyw, przynoszących wymierne owoce, np. w pracy z młodzieżą, które ks. prałat wspierał nie tylko duchowo, ale też materialnie. Traktował nas jak ojciec; z jednej strony był wymagającym przełożonym, z drugiej - serdecznym przyjacielem. Na plebanii mieliśmy drugi dom, czuliśmy się „kapłańską rodziną” - podsumowuje. Trzeba dodać, że w trakcie posługi księdza Kobylińskiego w Radzyniu zrodziło się wiele powołań do stanu kapłańskiego; bywały lata w których odprawiano tu kilka Mszy św. prymicyjnych.
Z kolei pochodzący z Radzynia abp szczecińsko-kamieński Andrzej Dzięga mówi m.in.: - Ksiądz prałat Kobyliński należy do kapłanów dobrze rozumiejących czas aktualny, ale patrzących odważnie w przyszłość i prowadzących powierzony im lud w tę przyszłość po Bożej drodze, z jednoczesnym czytelnym zachowaniem osobistej wewnętrznej wolności każdej osoby. Dlatego parafia radzyńska poczuła wraz z przyjściem ks. Kobylińskiego coś w rodzaju nowego „powiewu”, otwartego myślenia i odważnego mówienia o tym, o czym trzeba powiedzieć. Ambona radzyńska, dzięki wielu świetnym duszpasterzom od zawsze pozostająca przestrzenią ewangelicznej prawdy, przy nim nie tylko jeszcze bardziej ożyła, ale nabrała ciekawego kolorytu, zainteresowała i zaintrygowała, stając się nadzieją nie tylko ściśle religijną, ale także zaczynem społecznej nadziei. Parafia, a właściwie wszyscy mieszkańcy Radzynia szybko odczuli, że Jezus Chrystus i Jego Ewangelia wypełniają i współtworzą przestrzeń spraw publicznych. Jako ciekawostkę można przywołać sprawę odprawiania tzw. procesji poświęcenia pól, niegdyś odprawianych w wioskach oraz w dzielnicach Radzynia, potem przez władze formalnie zakazywanych pod byle pozorem (podobno nawet z racji na brak zabezpieczenia przeciwpożarowego) i z tej racji odprawianych w ostatnich latach dla mieszkańców już tylko przy kościele parafialnym. Ksiądz prałat po prostu je wznowił, podobno informując władze, że jeśli nie chcą, niech nie dają zezwolenia, on i tak pójdzie z tą modlitwą, bo o potrzebie i o miejscu modlitwy to on tu decyduje. Przypomniał też ks. prałat Radzyniowi o darzeniu kapłanów szacunkiem. Pamiętam dobrze jego kazanie na zakończenie roku 1972, m.in. temat respektu wobec kapłaństwa, gdy wychodząc na ambonę poprosił w zakrystii o wyłączenie (!) mikrofonów, „żeby mu nie przeszkadzały”. Widziałem, jak w czasie tej nauki poważnemu mężczyźnie - słuchaczowi, popłynęły łzy. Żywym głosem napełnił kościół, ale wracał z ambony bardzo zmęczony. Wielokrotnie też stawał ks. prałat w obronie kleryków i księży także w innych okolicznościach i był bezkompromisowy. Wiedział, że wszystkiego nie jest w stanie zrobić. Dlatego wybierał sprawy i obszary jego zdaniem najważniejsze. Jako ówcześni klerycy a potem młodzi kapłani, możemy do dzisiaj dziękować Panu Bogu, że w tamtych latach naszej formacji mogliśmy mieć kontakt z kapłanem o takiej osobowości - podsumowuje abp A. Dzięga.


MAŁGORZATA KOŁODZIEJCZYK
Echo Katolickie 27/2010